3 maja przybijemy Tezy Świeckiego Państwa. Dlaczego?

3 maja, w dniu Konstytucji, symbolicznie przybijemy do drzwi kościołów 23 Tezy Świeckiego Państwa, domagając się ostatniej zasadniczej reformy ustrojowej: realnej separacji państwa od ideologii i struktur religijnych.

Nie oznacza to, że ktokolwiek chce komukolwiek zabierać religię, wierzenia, czy moralność. Przeciwnie. Chcemy państwa, które gwarantuje wolność religijną, ale samo także jest wolne od religijnych ideologii. 

Polskie państwo ma własną ideologię, która jest sprzeczna ze wszystkimi znanymi nam ideologiami religijnymi: to demokracja, równość wobec prawa wszystkich obywateli i prawa człowieka.

Dlaczego na kościołach?

Kościół katolicki jest olbrzymim beneficjentem publicznych pieniędzy. Wypływa także na Polską politykę, miesza się w proces wyborczy, chce uczestniczyć w stanowieniu prawa, jest podmiotem szczególnej ustawy międzynarodowej jaką jest konkordat, wyznacza plan edukacyjny dla polskich dzieci itd. Wydaje się więc, że właśnie na kościele najlepiej manifestować postulaty skierowane do polskiego państwa.

Tezy Lutra i pluralizm religijny

31 października 1517 roku Marcin Luter przybił w Wittenberdze swoje tezy reformy religijnej – i państwowej. Pomimo realnego zagrożenia torturami i spaleniem na stosie odważył się na ten ruch obywatelskiego sprzeciwu wobec systemu brutalnej katolickiej dyktatury. W jego czasach Kościół katolicki był hegemonem, który w krwawy sposób eliminował wszelkie niezależne myślenie nazywając je herezją. Sto lat wcześniej na stosie spłonął Jan Hus. W Europie na stosach płonęli Żydzi, płonęli „heretycy”, płonęły kobiety uznane za czarownice, a Kościół organizował krwawe wyprawy krzyżowe. W jego czasach dobiegała końca tak zwana chrystianizacja Polski, która oznaczała sterroryzowanie, wyniszczenie i zatarcie wcześniejszej kultury słowiańskiej, z której do dziś nie przetrwało nic.

Ja tego dnia będę przed Bazyliką Mariacką w Gdańsku – która jest świadkiem reformy Marcina Lutra. W XVI wieku, wraz z przyjęciem reformacji przez miasto, świątynia ta stała się kościołem luterańskim i przez ponad trzy stulecia funkcjonowała w obrębie tradycji protestanckiej. Była częścią porządku religijnego, który wyrósł z idei pluralizmu i sprzeciwu wobec monopolu jednej instytucji. Dopiero po 1945 roku bazylika została ponownie przejęta przez Kościół katolicki.

Katolicyzm jako ideologia totalitarna

Przez wieki Kościół katolicki działał jak struktura dominacji, oparta na sojuszu z władzą świecką, wywodzącą swoją legitymację z tradycji Cesarstwa Rzymskiego. Religia była w tym układzie ideologią — wspieraną przez prawo, aparat państwowy i przemoc – oraz równoległym systemem praw i struktur. Sprzeciw wobec niej był traktowany jak zagrożenie dla porządku politycznego.

 Kościół budował swoją pozycję wytrwale wmawiając Europejczykom, że stanowi jedyny gwarant społecznego porządku, jedynego dawcę praw i że jego misja została ustanowiona przez Boga, a każdy kto się Bogu sprzeciwia zasługuje na potępienie i śmierć. W rezultacie całe pokolenia europejskich myślicieli i intelektualistów pisały sugestywną opowieść o chrześcijaństwie jako jedynej prawdzie, wobec której nie ma odstępstw. Katolicyzm przeniknął wszystkie obszary życia społecznego, przenikając kulturę dworską i ludową, stając się źródłem mitu, obyczaju i przesądu.

Tę hegemonię udało się w końcu przełamać, a dokonały tego niezliczone pokolenia obywatelek i obywateli, podejmujących walkę intelektualną i zbrojną wobec religijnej tyranii często w obronie podstawowych wartości ludzkich: prawa do godności, podmiotowości, posiadania praw własności, swobody poruszania się, dziedziczenia czy kształtowania własnego losu. Wielka w tym rola kobiet, które w Kościele katolickim zajmowały zawsze rolę drugorzędną i służebną. To ruchy kobiece wywalczyły wreszcie dla nas wszystkich realną demokrację.

Krwawa walka o wolność

Czy Kościół katolicki oddał władzę pokojowo? Ale skąd! Próba przełamania dominacji Kościoła doprowadziła do wojen religijnych w Europie, które kosztowały życie milionów ludzi. Sama Wojna Trzydziestoletnia pochłonęła od 4 do 8 milionów ofiar, niszcząc znaczną część Europy Środkowej. Konflikty te trwały całe dziesięciolecia i zostały ograniczone dopiero przez pokój augsburski w 1555 roku, który wprowadził zasadę cuius regio, eius religio — władca decyduje o religii poddanych. To jednak nie zakończyło przemocy.

Ale droga do pluralizmu została otwarta. Odkrycia geograficzne, zetknięcie Europy z innymi kulturami zaowocowało Oświeceniem, które zrelatywizowało wiele dogmatów. Pojawiła się idea, że źródłem prawa nie jest Bóg ani instytucja religijna, lecz człowiek. Ale trzeba było krwawej Rewolucji Francuskiej, by zmienić praktykę polityczną – to dopiero lud paryski w krwawym akcie sprzeciwu zadał ostateczny cios tyranii Kościoła i zblatowanej z nim elity władzy. Na tym gruncie wyrosły idee wolności, braterstwa i równości, które są podstawą wszystkich społeczeństw demokratycznych na świecie.

Ale i ta rewolucja nie wystarczyła. Potrzebne były kolejne, w tym Wiosna Ludów czyli fala powstań ludowych przetaczających się przez Europę w latach 1848–1849. W Polsce mało się o tej rewolucji mówi, a były to wystąpienia społeczne skierowane przeciwko monarchiom absolutnym i starym porządkom opartym na przywilejach. Ludzie domagali się konstytucji i ograniczenia władzy władców, praw obywatelskich i wolności słowa, zniesienia feudalnych zależności, większego udziału społeczeństwa w rządzeniu. Wiosna Ludów przyspieszyła proces przechodzenia od systemów opartych na dziedzicznej władzy i religii do nowoczesnych państw narodowych i społeczeństw obywatelskich.

Ruchy feministyczne jako droga do demokracji

W dziewiętnastym wieku pojawiły się też rewolucje feministyczne, które trwają do dziś. Ich punktem wyjścia był sprzeciw wobec porządku społecznego, w którym rola kobiet była definiowana przez tradycję, prawo i religię — w tym przez nauczanie kościołów chrześcijańskich, które przez stulecia legitymizowały podporządkowanie kobiet w rodzinie i życiu publicznym.

Pierwsza fala feminizmu koncentrowała się na podstawowych prawach: dostępie do edukacji, własności i udziału w życiu politycznym. Kobiety zaczęły podważać nie tylko prawo stanowione przez państwa, ale także jego moralne uzasadnienia, często wywodzone z religii. Domagając się prawa głosu i równości wobec prawa, kwestionowały system, w którym normy społeczne były sankcjonowane przez autorytet religijny.

W XX wieku kolejne fale ruchu — związane m.in. z prawami reprodukcyjnymi, autonomią ciała i równouprawnieniem w pracy — jeszcze wyraźniej oddzielały sferę prywatną od kontroli instytucji religijnych. Spory o dostęp do antykoncepcji, rozwodów czy edukacji seksualnej stawały się jednocześnie sporami o zakres wpływu Kościoła na państwo i prawo.

W tym sensie ruchy feministyczne przyczyniły się do osłabienia dominacji jednego systemu norm nad całym społeczeństwem. Wzmocniły ideę, że prawo powinno opierać się na równości i autonomii jednostki, a nie na doktrynie religijnej. Był to ważny element szerszego procesu sekularyzacji Europy — procesu, w którym różne grupy społeczne, w tym kobiety, stopniowo odzyskiwały przestrzeń decydowania o własnym życiu.

Polska droga

No i na tym tle pojawia się Polska… Polska, jako kraj pod zaborami, w którym zmiany społeczne blokowane są przez zaborców, gdzie rządzi pan i pleban… Wiele procesów modernizacyjnych zostało w Polsce opóźnionych właśnie dlatego, że polskie społeczeństwo nigdy nie zostało upodmiotowione, a znakomita większość Polaków żyła życiem niewolników.

Po II wojnie światowej, kiedy Polska znalazła się w sytuacji ograniczonej suwerenności, podporządkowana Związkowi Radzieckiemu, reformy społeczne — w tym formalne oddzielenie państwa od religii — były w dużej mierze wprowadzane odgórnie i postrzegane większość społeczeństwa jako narzucone z zewnątrz. Kościół katolicki zachował silną pozycję społeczną, a dla wielu ludzi stał się przestrzenią względnej autonomii wobec państwa komunistycznego. Pomimo prześladowania, o dziwo, to właśnie za Komuny, tak jak i pod zaborami, Kościół katolicki w Polsce rozwijał się znakomicie, a kościoły pękały w szwach. Kościół ma umiejętność przedstawienia się jako pole niezależności wobec władzy komunistycznej, jednocześnie stabilizując jej władzę. 



No i dochodzimy do czasów współczesnych. Konkordat podpisany przez Polskę z Watykanem w 1993 roku był hołdem złożonym przez polskie państwo Janowi Pawłowi II. Tworzono wtedy mit według którego to Kościół katolicki przyniósł Polsce wolność, a Jan Paweł II był jej architektem. Ten dokument został przyjęty, gdy Polska nie miała jeszcze pełnej zdolności demokratycznej, a polskie społeczeństwo dopiero się uczyło korzystać z demokracji. Zakłóca on równowagę pomiędzy Polską a obcym państwem, Stolicą Apostolską, nakładając na Polskę jednostronne zobowiązania i odbierając Polsce suwerenność w zakresie kształtowania prawa i prowadzenia procesu edukacyjnego młodzieży. Z tej perspektywy konkordat bywa interpretowany nie tylko jako porozumienie regulujące stosunki państwo–Kościół, lecz także jako element szerszego układu politycznego z lat transformacji — układu, który do dziś wpływa na zakres autonomii państwa w kształtowaniu własnych rozwiązań prawnych i instytucjonalnych.

Państwo świeckie – polska suwerenność

Krótko mówiąc, Polska stoi dziś przed koniecznością dokonania ostatniej ustrojowej reformy: realnego rozdziału religii i państwa.

Dlaczego? Bo chodzi o przywrócenie państwu pełnej suwerenności. Zarówno od struktur innego państwa (Watykanu) jaki i pełnej sprawczości instytucji publicznych i równości obywateli wobec prawa. 

Po pierwsze — chodzi o suwerenność polityczną, rozumianą jako zdolność państwa do stanowienia prawa i prowadzenia procesu wyborczego bez uprzywilejowanego wpływu jakiejkolwiek ideologii religijnej. Decyzje wyborcze powinny wynikać z debaty obywatelskiej, a nie z autorytetu instytucji wyznaniowych.

Po drugie — o kontrolę nad systemem edukacji. Programy nauczania, organizacja szkoły i treści przekazywane uczniom powinny być kształtowane przez państwo w oparciu o wiedzę, standardy naukowe i dobro wspólne, z zachowaniem neutralności światopoglądowej i poszanowaniem różnorodności przekonań.

Po trzecie — o transparentność i odpowiedzialność w gospodarowaniu środkami publicznymi. Wydatki budżetowe powinny podlegać jednolitym zasadom kontroli i rozliczalności, bez szczególnych przywilejów dla wybranych podmiotów, tak aby służyły całemu społeczeństwu.

Po czwarte — o proces stanowienia prawa wolny od wpływów religijnych, szczególnie w obszarach dotyczących praw jednostki, w tym praw kobiet. Regulacje w tych kwestiach powinny wynikać z konstytucyjnych zasad wolności i równości, a nie z doktryn światopoglądowych.

Po piąte — o neutralność symbolicznej przestrzeni publicznej. Państwo powinno dążyć do tego, aby jego symbole, święta i instytucje reprezentowały wszystkich obywateli, a nie jedną tradycję religijną.

Po szóste — o równe traktowanie wszystkich wspólnot religijnych oraz osób bezwyznaniowych. Żadna instytucja wyznaniowa nie powinna mieć uprzywilejowanej pozycji wobec innych, a prawa i obowiązki powinny być kształtowane według jednolitych zasad.

Wreszcie — o spójność porządku prawnego. Prawo powinno wynikać z konstytucyjnych zasad państwa i praw człowieka, a nie z doktryn religijnych. Tylko w ten sposób można zapewnić równe traktowanie wszystkich — wierzących i niewierzących — oraz stabilność instytucji publicznych.

Realny rozdział religii i państwa nie oznacza ograniczenia wolności religijnej. Przeciwnie — jest warunkiem jej pełnej realizacji: gwarantuje, że przekonania religijne pozostają sferą wyboru jednostki, a nie narzędziem wpływu na władzę publiczną.